środa, 27 marca 2013

Rozdział 2

Logan
Nie mogłem uwierzyć, że widziałem JĄ. Od tego pamiętnego dnia nie było chwili bym o niej nie myślał, w końcu gdy odłożyłem wspomnienia o NIEJ na bok, ONA się pojawiła. Przecięła mój świat jak jasna błyskawica. Nie miałem żadnych wątpliwości, że to na pewno ONA, może i nie widziałem JEJ od sześciu lat, ale pamiętam każdą cząstkę JEJ ciała. Przecież w końcu będę musiał wypowiedzieć JEJ imię, lepiej bym zrobił to teraz niż jak chłopcy wtargną do garderoby. Molly. W sumie nie było to takie trudne, ale na razie na głos tego nie powiem, zbyt boli, sama myśl o niej sprawia, że wszystkie wspomnienia wracają, ale przecież nie miałam na co liczyć, Molly wybrała rodziców, a nie mnie, przez jej wybór namiętność między nami prysła  jak bańka mydlana i wcale nie zapowiadało się na wielki COME BACK. O Molly wiedziała tylko moja najbliższa rodzina, nikt inny. Może Kendall ją pamięta jak bawiliśmy się w piaskownicy, kiedy byliśmy mali, ale to tylko to. Nie mogłem przestać myśleć o tym feralnym spotkaniu, dobrze wiedziałem, że ona też nie jest nim zachwycona. Siedziałem w garderobie i patrzyłem się w lustro i przygotowywałem się do wywiadu, kiedy chłopcy weszli i zrobił się harmider. Kendall przycupnął obok mnie i gapił się jak ślepy w gnat.
Był nie wyspany. Nie dziwota jak jest piąta rano, a my na nogach od czwartej, ale sami wybraliśmy sobie takie życie. Blondyn przetarł oczy, twarz i głośno ziewnął.
-Co jest śpiąca królewno?- zawołałem do niego.
On tylko spojrzał się na mnie i zrobił minę WTF? Roześmiałem się na cały głos.
-Ej stary gdybyś widział swoją minę, to byś pękł.- powiedziałem cały czas się śmiejąc.
-Ja przynajmniej nie zaczynam uciekać po środku ulicy.- odgryzł się przypominając zdarzenie z przed trzech dni. Zrobiłem pokerową minę i już więcej się nie odzywałem, po chwili wywołali nas do wywiadu na żywo.

Emma
Obudziła mnie śmieciara, która nie miała co robić tylko wywozić śmieci o piątej rano. Próbowałam zasnąć, ale po jakiś dwóch minutach zrozumiałam, że to nie możliwe, więc wstałam. Nie trudziłam się zbytnio z zaścieleniem łóżka, przykryłam je kocem i poszłam do kuchni. Wyjęłam jakąś miskę, płatki miodowe i zalałam mlekiem. Usiadłam po turecku na łóżku i włączyłam telefon. 5.13 kto wstaje o tak wczesnej porze w sobotę?!- pomyślałam patrząc na ekran telefonu. Na uniwerku byłyśmy już od czterech dni, a rodzice ani razu do mnie nie zadzwonili, ani nawet SMS-a nie wysłali. Założę się, że się cieszą, że mnie nie ma przynajmniej nie mają wyrzutów, że spędzają zbyt wiele czasu w pracy. Oh, a ja myślałam, że rok 2012 będzie inny od poprzedniego, a tu dupa, wzięli sobie jeszcze więcej pracy tłumacząc się, że muszą zarobić na moje studia jak i na spłacenie mojego liceum. Wnerwiłam się. Odłożyłam już pustą miskę na bok i wyszłam na balkon. Nie martwiłam się, że miałam na sobie tylko piżamę i tak nikogo na zewnątrz nie było.
Oparłam się o poręcz i po chwili lekko przysypiałam, ale zaczęła wyć syrena alarmowa od jakiegoś auta.
Odwróciłam się w stronę pokoju. Nie ma co trzeba tu ogarnąć.- pomyślałam. Molly dała taki pomysł od razu gdy zobaczyła ten pokój, ale jakoś nie było czasu się za to zabrać, a teraz jest sobota więc czemu nie..
Podeszłam do szafy i wybrałam proste ubranie, tak w sam raz do ogarnięcia pokoju i przebrałam się w nie.
Stanęłam nad Lissą i lekko dmuchnęłam jej w twarz, ale ona tylko się zakryła, więc wzięłam ją za nogi i ściągnęłam z łóżka. Po jakimś czasie byłyśmy w drodze do najbliższego centrum handlowego po farby, jakieś pojedyncze meble i takie tam duperele.
-Nadal nie mogę uwierzyć, że Emma wstała pierwsza.- zaśmiała się Molly.

Molly
Ah centrum handlowe to coś co kocham najbardziej. Było tuż po ósmej, nie spieszyłyśmy się, ale też nie oglądałyśmy wszystkiego, przyszłyśmy tu w konkretnym celu. 
-Mol, patrz na te półkę nocną jest śliczna.- zawołała mnie Cassie.
Moja przyjaciółka miała rację półeczka była śliczna, od razu zamówiłyśmy takie cztery z dostawą pod campus wieczorem. Ucieszone wyszłyśmy ze sklepu, a tuż za rogiem ukazał się nam piękny dywanik  który także kupiłyśmy bez większego namysłu i ponownie wyszłyśmy tym razem z większymi uśmiechami.
-To co jeszcze nam jest potrzebne?- spytała Lissa.
-Zasłony.- odpowiedziałam.
-Oh zdecydowanie zasłony.- zgodziła się ze mną Cassie.
-Narzuty pościelowe, hmm.. jakiś stolik, bo ten u nas jest obleśny no i może jakieś dodatki.- zaproponowała Emma, a ja klasnęłam w dłonie.
-A do tego wszystkiego farby do ścian, folie malarskie, wałki, pędzle, miski, szklanki i chyba tyle.- dodała Cassie robiąc tę swoją mądrą minę.
-Zapomniałyście dodać o filiżankach na herbatę, ładnych podkładek i... na ciuchy!- krzyknęłam.
-Jak zdążymy.- powiedziała Emma, uspakajając mnie, bo zaczynałam skakać.
-Ej przecież powiedziałam, że jakieś dodatki w co się wlicza serwis herbaciany i podkładki.- powiedziała urażona Cassie. Ze wszystkim uwinęłyśmy się w cztery godziny, kupiłyśmy wszystko zgodnie z planem. (1, 2emma, 3lissa, 4cassie, 5molly, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, biórko ). W drodze na ciuchy, Emma się zatrzymała i zaczęła szybko oddychać z przerażeniem w oczach, łapiąc się za serce.
-Co jest Em?- spytałam koleżankę, ale ona tylko wskazała palcem na przeciw siebie.
Kiedy znalazłyśmy jej źródło tym razem ja się przeraziłam. To był ON. Czyli jednak mi się wtedy nie przewidziało. Nie widzieliśmy się szmat czasu, próbowałam go odnaleźć, ale na próżno, a kiedy dałam sobie spokój on się pojawił tak jakby spadł z nieba.
-Ttttooo... Bigtimerushiloganjagokochamobożemuszęmiećautografboumręmaciemożekartkęidługopis?- Emma wyrzucała z siebie słowa z prędkością światła ledwo ją rozumiałam, ale dobrze usłyszałam jeden wyraz. JEGO imię, którego nie wspominałam już od wieków. Logan.
-Sorki Em, ale nie mam, może wy?- zapytała Lis.
-Nie, niestety.- zaprzeczyła Cassie grzebiąc w plecaku.
Dziewczyny spojrzały się na mnie, a mi odebrało mowę, więc pośpiesznie pokiwałam głową zaprzeczając.
-To chociaż podejdź do nich może oni mają.- zaproponowała Cassandra.
Emma zawsze słuchała BTR, ale nigdy nie wiedziałam, kto tam śpiewa w sumie to nigdy się nawet nie przysłuchiwałam, zawsze zostawałam przy swojej muzyce klasycznej.
Wszystkie cztery podeszłyśmy do czterech chłopaków, kiedy Llllooogggann mnie zobaczył zdębiał.
Widziałam to. Nic się nie zmienił, może trochę przytył, ale tak to nic. Emma poprosiła o autografy, a MY udawaliśmy, że się nie znamy...

Logan
Po porannym wywiadzie poszliśmy do knajpy coś zjeść, a potem do Centrum Handlowego pogapić się na ludzi. Już mieliśmy wychodzić, kiedy podeszła do nas grupka dziewczyn, gdy zobaczyłem kto się w niej znajduję myślałem, że dostanę zawału. Mmmmooollllly na mój widok zesztywniała i trzymała się z tyłu dziewczyn. Jedna z nich, szatynka, poprosiła nas o autografy. Uśmiechnąłem się sztucznie i szybko spytałem:
-Jak się nazywasz?
-Emma!- dziewczyna wykrzyknęła.- A mógłbyś dopisać datę?- zapytała.
-Pewnie, już się robi.- napisałem 10 września 2012 rok i podpis.
-Dzięki, dzięki, dzięki.- zacięła się czy co? Chociaż trochę mnie to rozbawiło i nie byłem taki spięty.
Molly nic się nie zmieniła, ale chyba schudła, to raczej nie dobrze zważając na jej problemy z niedowagą jakie miała sześć lat, siedem miesięcy i osiem dni temu. Ale poza tym wyglądała przepięknie, nie chciałem tak myśleć, ale za późno..

Molly
Kiedy odeszłyśmy, Emma nadal była podekscytowana.Widok mojej byłej miłości był okrutny, ale było już po wszystkim. A ja znowu to zrobiłam. Zostawiłam go, nie odezwałam się słowem, nawet się nie uśmiechnęłam. Nie chcę popełnić tego samego błędu co sześć lat, siedem miesięcy i osiem dni temu. 
-Słuchajcie dziewczyny idę do toalety.- powiedziałam i pobiegłam słysząc za sobą.
-Ale toaleta jest w drugą stronę!- krzyczała Emma. Miałam gdzieś toaletę, chciałam się z nim chociaż przywitać. Tak długo go nie widziałam...

Logan
-Chłopaki chyba jednak się wrócę, potrzebuję się odlać.- skłamałem i pobiegłem. Chciałem w końcu powiedzieć jej co o niej myślę i miałem to gdzieś, że wcale nie miałem ochoty jej widzieć.

Molly
Zauważyłam go jak rozglądał się po centrum, podbiegłam do niego, ale pośliznęłam się i oboje wylądowaliśmy na ścianie. Zrobiłam się cała czerwona, moja twarz była tak blisko jego.
-Molly.- zaczął spokojnie.
-Hej Logan.- przywitałam się i już miałam ochotę się z tam tond wychrzaniać.
-Po tylu latach stać cię tylko na "Hej Logan"? Jesteś żałosna, Ly.- powiedział i czułam, że zganił się w myślach za powiedzenie tego Ly. Ale mi zrobiło się gorąco, zawsze tylko on tak do mnie mówił, ale to było dawno temu, a on powiedział tak do mnie jak gdyby mówił mi tak codziennie.
-Rozumiem, że jesteś zły, ale wiesz, że nie miałam wyboru.
-No jasne, że miałaś, ale stchórzyłaś!- to mnie zabolało. Bardzo, bardzo zabolało.
Jestem tchórzem. Molly Bloom jest ogromnym tchórzem, kto się z tym nie zgadza to jest głupek!
------------------------------------------------------------------------------------------

Ale mam wenę, że aż iskrzy mi klawiatura!
Mam nadzieję, że się podobało.
Pamiętajcie o KOMENTARZACH:)
Kocham was
~Lil

sobota, 23 marca 2013

Rozdział 1

z pkt. widzenia Molly:
Był ranek, nie wiedziałam, która godzina, ale było wcześnie. Dziewczyny jeszcze spały.
Wczorajszy dzień spędziłyśmy na rozpakowywaniu swoich rzeczy i zapoznawaniem planu dnia.
Usiadłam.
Promienie słońca wpadały przez zasłony, było ciepło, nie to co w Londynie, tutaj zawsze jest ciepło i głównie dlatego wybrałam to miejsce nienawidzę zimna.
Po sprawdzeniu godziny, leniwie przeciągnęłam się, była szósta miałyśmy mnóstwo czasu do rozpoczęcia zajęć, ale musiałyśmy się przygotować, to przecież praktycznie nasz pierwszy dzień na uniwerku!
Wygramoliłam się z łóżka, porządnie go ułożyłam i stanęłam przy drzwiach by mieć widok na cały pokój.
Ah nie ma to jak zapach szkoły z samego ranka!
Jako jedne z niewielu miałyśmy pokój czteroosobowy, normalnie jest trzy lub dwu, ale my nie wyobrażałyśmy sobie rozłąki. Miałyśmy ogromny pokój z balkonem, mini kuchnią, w której zamiast kuchenki gazowej jest mikrofalówka, a lodówka jest wielkości półki nocnej, i łazienką z toaletą gratis.
Przy balkonie stał niewielki szklany stolik z wazonem i sztucznymi kwiatami, po środku.
Oczywiście gdy tylko zobaczyłam ten pokój miałam wizję jak go przytulnie zaaranżować, a tą misję wykonam dziś po zajęciach, teraz musiałam sprawdzić się w znacznie trudniejszej misji, a mianowicie pobudki moich trzech koleżanek...

z pkt. widzenia Wasylissy:
Spałam sobie spokojnie i śniłam o wielkim worku słodyczy, gdy nagle ktoś z impetem wskoczył na moje łóżko i zaczął wykrzykiwać "pobudka!"
Odkryłam się i przetarłam oczy.
Kiedy zobaczyłam skaczącą nade mną Molly w ogóle nie byłam zdziwiona, bardziej określiłabym to uczucie jako marzenie o walnięciu tej osoby patelnią!
Nienawidzę gdy ktoś mnie budzi, nienawidzę się budzić! Dla mnie lekcje powinny się zaczynać po południu, bo normalnie wcześniej nie wstanę, ten kto wymyślił godziny zajęć w szkole musiał być porządnie jebnięty.
-Molly!- krzyknęła Emma.-  Zabiję cię!- dodała gdy ta zeskoczyła z mojego łóżka, a wskoczyła na jej.
-Zła, mała, Emma, musi wstać i zjeść coś to poczuje się lepiej.- powiedziała Molly, głosem chorej psychicznie, zatroskanej matki, i nadal skakała.
-Nie masz co robić tylko skakać, w samej bieliźnie, po naszych łóżkach?- spytałam.
-Liss dzisiaj pierwszy dzień szkoły, jestem okropnie nakręcona..
-Albo naćpana.- dodała Emma, co za to dostała poduszką od Molly.
Skacząca dziewczyna usiadła, tym razem na łóżku Cassie, która miała wszystko gdzieś i nadal spała.
Molly zerwała z niej kołdrę, ale jej to nic nie obeszło.
-Tsa powodzenia Mol, przyda ci się.- powiedziałam i wstałam zmierzając do łazienki. Chciało mi się siku.
Kiedy zobaczyłam swoje odbicie w lustrze, myślałam, że krzyknę, chociaż powinnam się przyzwyczaić, mam tak co rano. Moje rude loki wyglądały jak snop siana na który ktoś rzucał balonami z farbą, co wydało mi się fajnym pomysłem na ciekawe spędzanie czasu w wakacje.
Odkręciłam kran i zimną wodą przemyłam twarz.
Wyszłam z łazienki i podeszłam do szafy, Molly nadal próbowała dobudzić nieprzytomną Cas.
W sumie nie wiedziałam co wybrać, ale w końcu musiałam ładnie wyglądać, przecież to pierwszy dzień na uniwerku, wybrałam to co uznałam za odpowiedni strój do szkoły i ponownie szybko pognałam do łazienki.

z pkt. widzenia Emmy:
Byłam wściekła za te irytującą pobudkę Mol, ale i tak nie umiem się na nią długo gniewać.
Biedaczka męczyła się teraz z największym śpiochem na świecie, a mianowicie naszą kochaną Cassandrą.
Skorzystałam z wolnej chwili, gdy Lissa była w kiblu, i postanowiłam, że wybiorę sobie jakieś ciuchy.
Większość pokoju zajmowały trzy wielkie mahoniowe szafy, każda z nas miała dla siebie jedną część tej szafy, no oczywiście oprócz Lissy ona miała tyle ubrań i rzeczy, że jednogłośnie postanowiłyśmy oddać jej jedną całą szafę. Nigdy bardzo nie przywiązywałam tak wielkiej wagi do swojego wyglądu, ale zawsze lubiłam wyglądać ładnie. Nie trudziłam się z wyborem ubrań i szybko wybrałam to co od początku typowałam na pierwszy dzień w szkole. Stanęłam przed drzwiami od łazienki, w której Lissa, nadal siedziała i zapowiadało się na to, że jeszcze sobie trochę poczekam.
-Lissssssssssaaaaaa, wyłaź, albo ja tam wejdę!!!- krzyknęłam waląc pięściami w drzwi.
-Moment.- odpowiedziała krótko.
-Raz!- zaczęłam liczyć tak jak to zawsze robiła moja mama.- Dwa! Nie daj mi policzyć do pięciu Liss, bo nie będzie wesoło, trzy!- zagroziłam i jak już miałam powiedzieć cztery drzwi się otworzyły.
-Proszę.- powiedziała z zadziornym uśmiechem na twarzy.
-Wredzioch.- skrzywiłam się, a Liss dała mi buziaka w polik.
Weszłam do łazienki, założyłam strój do szkoły i jakoś ogarnęłam to co było na mojej głowie.

z pkt. widzenia Cassadnry:
-Odwal się, Mol.- powiedziałam zmęczonym tonem.
-Wiesz, że tego nie zrobię, więc wstawaj!- rozkazała przyjaciółka.
-Weź Cas, ona i tak nie odpuści.- wtrąciła się Lissa.
Usiadłam i zmrużyłam oczy z niewyspania.
-Ale stawiasz mi kawę.- powiedziałam do Molly.
-Yes, sir!- i zasalutowała.
Podniosłam się i poczłapałam do szafy.
Wyciągnęłam, nawet nie wiem co i zmierzyłam ku łazience.
-E e, Em jest w kiblu.- powiedziała Lissa.
Kiedy Emma wyszła, weszłam do środka i przez chwilę stałam taka nieprzytomna, kiwając się, a to w lewo, a to w prawo. W końcu przebrałam w się w to co miałam się przebrać, uczesałam się i wyszłam do przyjaciółek. Po mnie do łazienki weszła, cała uhahana Molly, długo spędza czas w łazience, ale tym razem szybko się jej zeszło, kiedy wyszła wyglądała.. w sumie wyglądała tak jak ona, ale ludzie ze szkoły zawsze wyśmiewali jej styl. Każda z nas ma inny styl, ja lubię ubierać się seksownie, Emma na luzie i sportowo, Liss elegancko, a Molly po swojemu.

z pkt. widzenia Molly:
Byłyśmy już gotowe na wyjście, zmierzałyśmy ku, polecanej, przez wszystkich, kafejki o przesłodkiej nazwie
"Candy Cream", podawali tam pełny zestaw; rano śniadanie, po południu obiad, a wieczorkiem podwieczorek, można tam było też zakupić o każdej porze dnia herbatę za 1$, kawę bez dodatków za 2$, kawę z mlekiem 2,5$, kawę z bitą śmietaną za 4$, herbatę o dowolnym smaku za 2$ i przeróżnego rodzaju ciacha z kremem i wszystkie po jednakowej cenie 8$ za sztukę.
Weszłyśmy do środka, za ladą stała młoda dziewczyna o wschodniej urodzie z okularami na nosie i czarnymi włosami związanymi w kucyka.
-Dzień dobry co mogę podać?- spytała takim głosem jakby miała katar.
-Cztery razy zestaw śniadaniowy + czarne herbaty i cztery, przepraszam trzy ciastka francuskie z wiśnią.- zamówiła Cassie. Ciastek tylko trzy ponieważ nasza kochana, biedna Lissa jest na diecie.
Zapłaciłyśmy i usiadłyśmy przy stoliku w koncie.
-Wzięłaś aparat, Mol?- spytała mnie Emma.
-No ba, że tak, dziś pierwszy dzień w szkole.- tradycją naszej czwórki jest robienie sobie zdjęć każdego pierwszego dnia w szkole przed budynkiem gdzie będziemy uczęszczać na lekcje.
-Tak Molly, wszyscy to już wiedzą.- zaśmiała się Lissa.
Zaczęłam jej wtórować i w końcu wszystkie wybuchłyśmy gromkim śmiechem.
-Ah pamiętacie nasze pierwsze zdjęcie z przedszkola?- spytałam.
-Oooo..- wspomniały wszystkie.
-No kiedyś będziemy miały co pokazywać wnukom.- powiedziałam.
-Mów za siebie ja nie będę miała dzieci.- pstryknęła mnie w twarz Emma.
-Taaaa.-i znowu zaczęłyśmy się śmiać.
Gdy nagle moją uwagę przykuł chłopak na drugiej stronie ulicy.
Aż się zachłystnęłam gdy zrozumiałam, że to ON.

z pkt. widzenia Logana:
-Ah stary nie ma to jak koncert w Nowym Jorku.- powiedział Kendall rozglądając się po budynkach.
-No, masz rację, co jak co, ale Nowy Jork, ma w sobie to coś.- przyznałem mu rację.
-Ej głodny jestem chodźmy coś zjeść.- zaproponował Carlos wskazując palcem na jakąś kawiarenkę.
Spojrzałem na nią gdy w środku ujrzałem JĄ, aż cały zdrętwiałem i nie mogłem się ruszać.
ONA patrzyła się na mnie tymi swoimi przenikliwymi oczami, zrobiło mi się niedobrze i cały się spociłem.
Przekrzywiła głowę ze zdziwienia, nie spodziewała się tu mnie.
A co ja miałem powiedzieć?!
-Ej stary, idziemy?- spytał Kendall.
Nawet nie odwróciłem się do niego.
-Logan?- spytał James.
Nadal nie mogłem dopuścić do siebie tej wiadomości, że ONA tu jest i wie o tym, że ja też tu jestem.
Uciekłem, po prostu zacząłem biec, wystraszyłem się JEJ obecności.
Chłopaki tylko zrobili zdziwione miny i pobiegli za mną..

z pkt. widzenia Molly:
O God!
-Mol? Molly?- Emma machała mi ręką przed twarzą.
-Yyyy.. Co?- spytałam.
-Coś się stało?- tym razem zapytała Cassie.
-Nic.- powiedziałam krótko.- Wydawało mi się, że kogoś widziałam, ale to nie możliwe.
-Ok, chodźmy, bo się spóźnimy.- zaoponowała Lissa.
Dotarłyśmy pod Julliard School.
-Dobra kogo pytamy by zrobił nam fotkę?- spytała Em.
-A może ja?- zapytał chłopak, który miał na twarzy ogromny uśmiech.- Zaufaj znam się na tym.
Puścił do niej oko, a ona zrobiła zirytowaną minę.
-Jestem Ori.- przedstawił się.- I też jestem tu pierwszy rok.
Podałam mu aparat.
-Tylko uważaj, to zabytek.- powiedziałam.
-Dobra, dobra..-zbył mnie.
Cyknął fotę i oddał mój kochany aparat, który jest starszy ode mnie.
-Jestem Cassandra, ale mówią do mnie Cassie, to Wasylissa- zaczęła po kolei nas przedstawiać.- mówimy do niej Lissa, to Molly.- pokazała na mnie.- a to Emma.
-Hej Emma.- przywitał się tylko z nią.
Dopiero teraz dokładniej przyjrzałam się chłopakowi, któremu najwidoczniej wpadła w oko nasza Emma.
Miał śliczne kości policzkowe i ciemne oczy, jak na chłopaka ubierał się dość stylowo i nawet kolory ze sobą współgrały.

z pkt. widzenia Emmy:
Denerwował mnie ten chłopak, Ori czy jakoś tam.
Dzisiaj był tylko apel i starszy rok oprowadzał nas po campusie.
Molly była nieswoja, ciałem była przy nas, ale myślami gdzieś daleko.
Gdy przyszłyśmy do naszego pokoju, było już ciemno, Mol szybko położyła się i tyle jej było.
-Co jej jest?- spytałam dziewczyn.
-Nie wiem, od rana jest taka dziwna.- stwierdziła Cassie.

z pkt. widzenia Molly:
Kiedy wszystkie poszły spać, zeszłam z łóżka i poszłam do szafy.
Wyjęłam moją małą skrzyneczkę na biżu, wysypałam wszystko i otworzyłam drugie dno.
Leżało tam zdjęcie, którego nie wyjmowałam z tam tond od 6 lat nie wyjmowałam.
Na zdjęciu widniałam ja w objęciach JEGO.
Nie wiedziałam po co jeszcze trzymałam to zdjęcie, powinnam już dawno je wyrzucić, ale nie potrafiłam.
Minęło tyle lat, tyle lat się do siebie nie odzywaliśmy.
Odłożyłam skrzynkę na miejsce i położyłam się.
To na pewno nie był ON, to nie możliwe.
Chociaż.
----------------------------------------------------------------------------------------------
Mamy i nasz pierwszy rozdzialik, nareszcie!
Sorki, że tak długo, ale szlaban i szkoła, no sami rozumiecie..
Dobra w informacjach napisałam jaki jest mój cel więc proszę o KOMENTARZE!
Kocham was, nawet bardzo, jesteście świetne i the best =)
Do następnego..
                                                                                                          ~~Lil

środa, 13 marca 2013

Prolog

Od przyjazdu do NY wiele się zmieniło i wiele się wydarzyło. Ogrom błędów się popełniło i serc złamało. Niegdyś cztery przyjaciółki, które kochały się bezgranicznie i nic przed sobą nie ukrywały, teraz najwięksi wrogowie. Czas to zmienić.Oto opowieść o czterech różnych dziewczynach, najlepszych przyjaciółkach, które z biegiem czasu zmienia tak wielkie miasto jak New York. 

z pkt. widzenia Molly:
-Dlaczego ty nigdy nie słuchasz, Emma?!- krzyczałam do dawnej przyjaciółki.
-A dlaczego miałabym słuchać właśnie ciebie?!- w sumie nie wiedziałam co na to odpowiedzieć.
-Jesteś podła, że myślisz, że zrobiłam, to celowo i, że to moja wina. Ja nie chciałam!
-Mam gdzieś to co ty chciałaś, a czego nie chciałaś, sorry trochę się spieszę na samolot do domu.- zabrała ostatnią torbę i wyszła z Campusu. Usiadłam na jej łóżku i schowałam twarz w dłoniach. 
-Zapomniałam telefonu.- usłyszałam głos Emmy. 
Wstałam.
-Porozmawiajmy, Em, proszę!- próbowałam się z nią porozumieć.
-Nie mamy o czym, Molly.
-To naprawdę nie moja wina, przyrzekam.- stanęła i odwróciła się do mnie.
Podeszła bardzo blisko, dotykała swoim nosem, mojego.
-Nienawidzę cię.- szepnęła i wybiegła.
Straciłam ją, wpierw Lisse, a teraz ją.
Może to rzeczywiście, moja wina?
Wróciłam do pokoju, rzuciłam się na łóżko i ryczałam w poduszkę.

z pkt. widzenia Cassandry:
Wracał z Kendallem ze spaceru kiedy zauważyłam Emmę wybiegającą z Campusu.
Podbiegłam do niej.
-Ej, Em, czekaj!- krzyknęłam za nią.
Odwróciła się.
-Co?
-Gdybym właśnie nie wracał, nawet byśmy się nie pożegnały.- powiedziałam smutno.
-Może tak było by lepiej.- szepnęła.
-Co ty plecież, Emma?! 
-Nie chcę widzieć jak tobie poszczęściło się w miłości, a ja odjeżdżam z niczym.- nie wytrzymam.
-Poszczęściło?! Może gdybyś patrzyła nie tylko przed siebie, ale i na około to może zobaczyłabyś jak Ori' emu na tobie zależy, jesteś pieprzoną egoistką, nie wyszło z Loganem, to nie zamykaj się tylko na niego!- odwróciłam się i podeszłam, wielkimi krokami, do Kendalla.
Złapałam go za rękę.
-Idziemy!- powiedziałam ostro.

z pkt. widzenia Emmy:
Nie mogłam uwierzyć w słowa Cassandry. 
W samolocie zaczęłam odreagowywać i popłakałam się.
W sumie cieszyłam się, że przyjechałam do NY, przynajmniej dojrzałam jakie są na prawdę moje "przyjaciółki". 
Wrócę do domu i do normalnego życia bez żadnych ekscesów.

z pkt. widzenia Wasylissy:
Tydzień w domu minął mi jak cały rok.
Samotne wakacje są do bani, tęsknie za NY, ale wole męczyć się tu w Anglii, niż siedzieć z tymi egoistkami.
Nienawidzę ich.
Po wakacjach idę na uczelnie w Oksford, znajdę sobie inne przyjaciółki.
-Lissa, zejdź na dół, śniadanie gotowe!- krzyczała mama z dołu.
Będzie dobrze, musi być..

*********************************************************************************
To prolog już mamy, rozdział 1 będzie niedługo..
Mam nadzieję, że wam się podobało, błagam KOMENTUJCIE!

wtorek, 12 marca 2013

Tak więc..

Serio cieszę się, że będę pisała drugiego bloga o BTR, (mój pierwszy blog ).
Na razie zakładka "bohaterowie" jest pusta, ale postaram się ją jutro uzupełnić, wraz z dodaniem prologu.
Dobra to chyba wszystko, buziaki :*